fakty i mity 40 2009, Fakty i mity 2009

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Wojtyła od znajomego SS-mana dostał złoty pierścień i krzyż
PAPIE
SS
KIE ZŁOTO
ß
Str. 3
INDEKS 356441
ISSN 1509-460X
Nr 40 (500) 8 PAŹDZIERNIKA 2009 r. Cena 3,50 zł (w tym 7% VAT)
ISSN 1509-460X
2
KSIĄDZ NAWRÓCONY
Nr 40 (500)
2 – 8 X 2009 r.
FAKTY
KOMENTARZ NACZELNEGO
Polska to kraj cudowny. Oczywiście, nie pod względem cudów
gospodarczych, tylko kościelnych. Okazało się otóż, że nadal ist-
nieją i dobrze się mają 93 parafie garnizonowe. Tylko że w mia-
stach, gdzie się ulokowały, nie ma już od dawna żadnego żołnie-
rza. Za to dla nygusów kapelanów są spore pensje. Państwowe!
Bicz na rozum
„Jan Paweł II ostrzegał przed tym. Totalitaryzm dotarł do Pol-
ski” – oświadczył w „Rzeczpospolitej” (komentując wyrok
w sprawie Alicji Tysiąc) niejaki Tomasz Terlikowski. Ma ra-
cję. Cała nadzieja w postępowym, humanistycznym, altruistycz-
nym, światłym i demokratycznym Kościele rzymskim.
„Archidiecezja katowicka jako wydawca i Marek Gan-
carczyk jako redaktor naczelny tygodnika »Gość Niedziel-
ny« przepraszają panią Alicję Tysiąc za bezprawne porów-
nanie pani Alicji Tysiąc do hitlerowskich zbrodniarzy odpo-
wiedzialnych za zagładę Żydów w obozie Oświęcim-Brze-
zinka oraz za męczeństwo Żydów w gettach”.
prawa i jest próbą cenzurowania debaty publicznej”. Ma-
rionetkowy rzecznik praw obywatelskich Kochanowski po-
wtarza za innymi oszołomami, że „naruszone zostało pra-
wo do wolności wypowiedzi”, choć sam wielokrotnie od-
mawiał obrony tego prawa, gdy przedmiotem krytyki były
instytucje kościelne. Obiecuje, że „na 80 procent z urzędu
zajmie się tą sprawą”. Polski rzecznik będzie bronił waty-
kańczyków – oszczerców – przeciwko polskiej kobiecie.
Mam inny temat dla rzecznika: sąd oddalił z pozwu rosz-
czenie z tytułu wykorzystania przez „GN” zdjęcia p. Tysiąc
bez jej zgody. „Fakty i Mity” za zamieszczenie zdjęcia przy-
padkowego dewota zostały skazane na 25 tysięcy i prze-
prosiny. Ale to podobno katolikom odmawia się prawa do
wolności wypowiedzi... Mam setki innych przykładów.
W końcu głos zabierają sami
mocodawcy. Kardynał Dziwisz,
mistrz obłudy, przyjął wyrok
„z przygnębieniem i niedowierza-
niem”. Jego zdaniem, „zatriumfo-
wała postawa cywilizacji śmier-
ci” i „duch przeszłości”. Prymas
Glemp chyba w ogóle nie zajarzył,
o co toczyły się sprawy, ale nie
przeszkodziło mu to przemówić:
„Matka skarży lekarzy, że nie wy-
pełnili jej wyroku na swoje dziec-
ko”. I jeszcze uczeń Dziwisza, „li-
berał” Jarosław Gowin: „Na miej-
scu Alicji Tysiąc codziennie dzię-
kowałbym lekarzom, że odmówi-
li aborcji i ma dziecko, które ją ko-
cha, i które ona
może
kochać”.
O co toczy się spór? Faktem
jest, że gdyby lekarze nie odmó-
wili aborcji, 9-letniej Julki by nie
było. Ale 9 lat temu Julki nie by-
ło! Ona była tylko potencjalnie
w komórce, która stała się Julką. Równie dobrze komórka ta
mogła obumrzeć, co zdarza się dużo częściej niż udany po-
ród. Równie dobrze można powiedzieć, że gdyby duchowni
katoliccy rozmnażali się zgodnie z wolą bożą zamiast się ona-
nizować, nie musieliby sami narzekać na niski przyrost natu-
ralny. I nie zabiliby własnych dzieci, bo one też nigdy się nie
narodzą! To dzieci nienarodzone! Wszak według ojców Ko-
ścioła to z plemnika powstaje człowiek, a jajo jest wyłącz-
nie „glebą” do jego wzrostu. Około 10 tygodnia embrion sta-
je się ludzkim płodem z powstającym mózgiem i układem ner-
wowym. Od tego czasu aborcja powinna być niedopuszczal-
na. Ale Kościół kat. obrał sobie, jak przystało na starą dyk-
taturę, oręż i bicz na niepokornych – ochronę zapłodnionych
komórek. Jak ktoś podskoczy, to embrionem w niego. Po wy-
roku sądu ksiądz katecheta wyrzucił (fizycznie) Krystiana, naj-
starszego syna Alicji, z lekcji religii, bo ten bronił matki. A co
z 9-letnią Julką, która dostała w głowę własnym embrio-
nem? Czy obrońcy nienarodzonych pomyśleli, jak czuje się
dorastające dziecko, kiedy słyszy, że „własna matka chciała
je zabić”? Skoro już się urodziła, nie trzeba jej bronić. Nie moż-
na też jej wykorzystać do własnych celów.
Nie ma władzy absolutnej i zamordyzmu bez bicza na
rozum, tak jak nie ma wolności bez wolnych, samodziel-
nych rozumów.
Sąd w uzasadnieniu orzekł, że katolikom wolno przyrów-
nywać aborcję do holokaustu, ale nie wolno nazywać mor-
dercami konkretnych osób, jeśli chcą skorzystać z przysłu-
gującego im prawa do przerwania ciąży. A zatem nam, an-
tyklerykałom, wolno też nazywać ludobójstwem kościelny
zakaz używania prezerwatyw w Afryce, gdzie szaleje AIDS.
Tyle że nie możemy mówić o księżach misjonarzach: ludo-
bójcy. Warto wiedzieć.
Tuskowcy też już chcą wolnego od pracy święta Trzech Kró-
li. Przygotowali nawet projekt uchwały, zgodnie z którą licz-
ba dni roboczych pozostanie niezmieniona. A jak? A tak, że
do tej pory jak jakieś święto wypadało w dzień ustawowo wol-
ny, to się należał dodatkowy dzień urlopu. Teraz, raz na rok,
już tak nie będzie. Żeby wejść Krk głębiej w d..., znacznie ta-
niej by PO wyszło... zakupić cysternę wazeliny.
Przykościółkowy, związany z PiS, SKOK Stefczyka rozpoczął
internetową kampanię reklamową. Kieruje ją – UWAGA!
– „do ludzi doświadczonych wykluczeniem finansowym, czyli
do odbiorców Radia Maryja, TV Trwam i czytelników »Na-
szego Dziennika«”. Po co SKOK-owi ci wykluczeni? Tego też
dowiadujemy się z reklamy: „By mogli realizować darmowe
przelewy na wybrane rachunki, np. darowizny na Radio Ma-
ryja i Fundację Lux Veritatis. A mówiono, że szczyt bezczel-
ności to narobić komuś pod drzwi i poprosić o papier.
dzielny”. Sąd uznał, że „w tekstach tygodnika znalazły
się sformułowania napastliwe, obraźliwe i pogardliwe”. Pa-
ni Alicja ma dostać 30 tysięcy zł. Księża mają zapłacić ko-
biecie! Świat stanął na nogach. Oczywiste więc, że przy-
wódcy Kościoła się wściekli, choć wyrok nie jest jeszcze
prawomocny. Ale przypomnijmy, o co chodzi.
9 lat temu na wpół ślepa (20
dioptrii) Alicja zachodzi w trze-
cią ciążę. Ciąża gwarantuje po-
gorszenie wzroku, więc kobieta
zgłasza się do szpitala i chce sko-
rzystać z ustawy o dopuszczal-
ności aborcji w podobnych wy-
padkach. Nie chce, żeby jej dzie-
ci miały niewidomą matkę. Nie
ma też pieniędzy na prywatny
zabieg. Kilku lekarzy odmawia.
Alicja więc rodzi, a po porodzie
ma już 26 dioptrii, więc widzi jak
przez dno karafki. Jest biedna
i zdesperowana, i jest też wspa-
niałą matką dla wszystkich dzie-
ci. Ale ta kobieta ma w sobie
coś jeszcze – waleczne serce
i poczucie sprawiedliwości. Nie
może pogodzić się z faktem, że
prawo nie zadziałało. Czy to zna-
czy, że żałuje porodu i że nie ko-
cha swojej córeczki Julki? Jak
sama mówi, to m.in. lektura „Faktów i Mitów”, które czy-
ta co tydzień, uświadomiła jej, że trzeba odważnie walczyć
o prawdę i ludzkie prawa. Składa pozew przeciw państwu
polskiemu do Trybunału w Strasburgu. Wygrywa i otrzy-
muje 25 tysięcy euro odszkodowania. Trybunał piętnuje pol-
skie prawo, które nie pozwoliło jej odwołać się od skan-
dalicznych decyzji lekarzy.
Wydawać by się mogło, że sprawiedliwości stało się
zadość i kobieta może spokojnie wychowywać swoje dzie-
ci. Nic z tego. Skrajne środowiska kościelno-prawicowe (pi-
sałem niedawno w podwójnym komentarzu o ich bezczel-
nym podważaniu prawa i wyroków sądowych) przypusz-
czają na nią wściekłe ataki. Przoduje w nich „Gość Nie-
dzielny” i jego naczelny – ks. Marek Gancarczyk, butny,
bezdzietny gołowąs, nieodrodny syn katolickiej inkwizycji.
Pisze on m.in.: „Mama otrzymuje nagrodę za to, że chcia-
ła zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono”. Artykułów
wymierzonych w kobietę jest kilka, a „GN” czyta kilkaset
tysięcy katolików. Dzieci Alicji są piętnowane, poniżane
w szkołach. Kobieta nie wytrzymuje presji i znów zmuszo-
na jest bronić prawa, tym razem do dobrego imienia. Wspie-
rają ją kobiety z RACJI PL z przewodniczącą Teresą Jaku-
bowską. Sprawę przeciwko „GN” prowadzą prawnicy z kan-
celarii Tataj-Górski, reprezentujący m.in. „FiM”. Wyrok jest
znany, jedyny możliwy, choć w Katolandzie nigdy nic nie
wiadomo. Tym razem jednak Kościół nie odpuści, bo prze-
grał na swoim terenie, w swojej kolonii. Alicję atakują wszy-
scy – od starych żab kropielniczych, poprzez ich wybrań-
ców z PiS, aż po najwyższą władzę – episkopat. Nasi in-
formatorzy z terenu twierdzą, że w ostatnią niedzielę nie
było innego tematu na kazaniach. Ich streszczenie to stu-
dium nienawiści. Sam ks. Ganrcarczyk mówi: „Nie zamie-
rzamy pogodzić się z wyrokiem, który łamie konstytucyjne
„Apostolski wymiar Radia Maryja” – oto tytuł pracy doktor-
skiej, której będzie bronił ksiądz Rydzyk przed klęczącą, a mo-
że nawet krzyżem leżącą komisją wydziału teologii państwo-
wego Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego. „Apostolski
wymiar”, hm... W „Ostatniej Wieczerzy” da Vinci pojawia się
– ni stąd, ni zowąd – nienależąca do żadnego z apostołów rę-
ka. Z nożem. Może to jest właśnie ten wymiar?
Majątek ojca Rydzyka wyceniany jest – i to ostrożnie – na
circa ćwierć miliarda złotych. Skąd ma taką kasę? Obiegowo
uważa się, że wyciąga ją od naiwnych babć, ale dyrektor Ra-
dyja ujmuje to inaczej: „Widać, że ci często biedni ludzie ro-
zumieją potrzebę istnienia radia i wspierają je modlitwą oraz
datkami. Bo prawda kosztuje” – mówi redemptorysta. Mój
Boże, niektórzy mówią, że prawda jest bezcenna!
Ewa Wanat – naczelna świetnego skądinąd radia Tok FM
– odmówiła przyjęcia MediaTory – corocznej i bardzo cenio-
nej przez dziennikarzy nagrody przyznawanej przez studentów
wydziałów dziennikarstwa uczelni z całej Polski. Powód: „Czu-
łabym dyskomfort, będąc w towarzystwie ubiegłorocznego lau-
reata, Wojciecha Cejrowskiego, prezentującego ksenofobiczne,
homofobiczne i rasistowskie poglądy”. Pani Ewo, w takim ra-
zie my mamy nagrodę dla Pani: buziaki od całej redakcji „FiM”!
W siedzibie szczecińskiej Straży Miejskiej wiszą liczne zdjęcia
portretowe. Czy może zboczeńców i kieszonkowców? Nic
z tych rzeczy – to konterfekty najważniejszych w mieście
osób, którym strażnicy mają się pierwsi kłaniać. Bo jak nie,
to usłyszą – jak w Łodzi – „Gdzie masz, ch..., czapkę?!”.
Nasz ulubieniec Joachim Brudziński (PiS) zapowiada, że wy-
startuje w wyborach na prezydenta Szczecina. Z licznych in-
ternetowych komentarzy szczecinian do tej rewelacji wynika,
że rozważają oni wypowiedzenie wojny Niemcom i natychmia-
stowe poddanie się.
Sztukę wybitnego dramaturga Karola Wojtyły „Brat naszego
Boga” wystawią w Krakowie niewidomi. Złośliwcy twierdzą,
że wszystkie bilety na pniu wykupił związek głuchych.
Polski sąd poszukuje drogą anonsów prasowych pani Sophie
Bohm, urodzonej w Gorzowie w roku 1782, czyli 227 lat te-
mu. Dlaczego? Bo wszelki słuch po niej zaginął. Bydgoskich
sędziów czeka kupa roboty. Po Norwidzie też nie ma śladu,
że już o Mieszku I nie wspomnimy.
Porażką, a nawet klęską nazwał dwudziestolecie swojej pracy
arcybiskup Pragi kard. Miroslav Vlk. „Nie zdołałem osiągnąć
niczego, a odchodzące od Boga Czechy stały się zupełnie już
świeckie” – wypłakiwał się w rękaw Benedykta hierarcha
znad Wełtawy. Ten – przerażony, że to może być zaraźliwe
– czym prędzej opuścił Złote Miasto.
„Papież przywiózł Czechom iskierkę nadziei” (na powrót do
wiary) – napisał „Nasz Dziennik”. Niestety, faktycznie było
tak, jak w kołysance o Wojtusiu: „Cyt, iskierka zgasła”.
Gdzie Kanadyjczycy mają Watykan, można się domyślić, stu-
diując najnowszą uchwałę episkopatu państwa klonowego li-
ścia. Otóż ichni biskupi ustalili, że kanadyjski Kościół będzie
łożył środki na wsparcie UNICEF (fundusz ONZ na rzecz
dzieci). Tymczasem za Spiżową Bramą już w roku 1996 kate-
gorycznie zabroniono finansowania tej „bezbożnej organiza-
cji”, bo wspiera aborcję. Papę więc z mety diabli wzięli. I choć-
by za to jedno lubimy kanadyjskich hierarchów.
Jest na Ukrainie miejscowość o nazwie Wielkie Berezne.
Głucha prowincja, ale kto powiedział, że Chrystus musi poja-
wiać się od razu w Nowym Jorku? Nikt, więc Zbawiciel na-
wiedził tę właśnie dziurę. I tylko nieliczni w miasteczku głup-
cy mówią, że to przecież zapleśniały zaciek na ścianie.
O
to treść przeprosin, jakie ma opublikować „Gość Nie-
Nr 40 (500)
2 – 8 X 2009 r.
GORĄCE TEMATY
3
sobie ślady kilogramami
złota. Wojtyła przyjął od
niego tylko pierścień i krzyż...
Gdy w czerwcu 1967 r. ówcze-
sny arcybiskup metropolita krakow-
ski
Karol Wojtyła
został mianowa-
ny kardynałem, otrzymał od papie-
ża
Pawła VI
złoty pierścień z wy-
rytą nań sceną ukrzyżowania Jezu-
sa – „symbol szczególnego związku
ze Stolicą Apostolską”.
Kardynałowie nie noszą tej pa-
miątkowej biżuterii na co dzień.
wielkopolskich. Ponieważ przyszedł
na świat zaledwie jeden dzień przed
zmianą władzy, przezorni rodzice
nadali mu w urzędzie imię
Bronisław
.
Gdy do Osiecznej wkroczyły woj-
ska hitlerowskie, Bronisław
założył
mundur i stał się Brunonem,
członkiem zbrodniczej Waffen-SS
.
Po wojnie ślad po nim na jakiś czas
zaginął, aż wreszcie Welz wypłynął
w zacisznym Schwäbisch Gmünd.
Przybyły znikąd młodzieniec okazał
się człowiekiem bardzo bogatym i 25
listopada 1947 r. otworzył zakład
oczy, chodź zawsze przyjeżdżał in-
cognito.
Zatrzymywał się w domu,
w którym okresowo pomieszkiwały
2–3 prostytutki sprowadzane przez
Brunona z Polski. Eksmitował je
stamtąd na czas wizyt Wojtyły, a gdy
tylko ten odjechał, zaraz wracały
– podkreśla w rozmowie z „FiM”
Gi-
sela J.
ze Schwäbisch Gmünd, wie-
loletnia wspólniczka Welza.
– Bruno regularnie sprowadzał
sobie dziwki z Polski. Panienki prze-
siadywały w kawiarni i kiedyś za-
gadnęłam je, co u nas porabiają.
– Bruno dał Kościołowi kilka-
naście kilogramów złota – jego część
trafiła do Polski, z czego kilogram
przekazał na odbudowę Zamku Kró-
lewskiego w Warszawie. Przyznał, że
musiał w ten sposób płacić za wy-
czyszczenie swoich papierów, bowiem
był poszukiwany za wojenne wyczy-
ny w SS. Dawał również łapówki pol-
skim władzom. Gdy w 1974 r. wasza
reprezentacja piłkarska uczestniczą-
ca w mistrzostwach świata kwatero-
wała w Murrhardt-Sonne Post pod
Stuttgartem, Welz spotkał się tam
– Interesował się, czy nie przy-
wiozłam jakichś antyków, obrazów.
Oferował pomoc w ich sprzedaży.
Był bardzo zdziwiony, że nic takie-
go nie posiadam. Dosyć długo roz-
mawialiśmy, bo świetnie mówił po
polsku. Przyznał, że za pośrednic-
twem niektórych biskupów załatwia
w Ministerstwie Kultury zezwolenia
na wywóz zabytkowych przedmiotów
z kościołów na Zachód. „Często pan
bywa w Polsce?” – zapytałam. „Nie,
to oni do mnie przyjeżdżają” – od-
parł. Chwalił się, że pozostaje
w szczególnie dobrej komitywie
z kard. Wojtyłą. Później dowiedzia-
łam się od Giseli J., że Welz służył
w SS i mimo wyczyszczenia papierów
wciąż boi się pojechać do Polski, bo
ma na sumieniu jakieś ciężkie prze-
stępstwa wojenne – mówi Jolanta Z.,
deklarując nawet gotowość złożenia
stosownych zeznań przed sądem, gdy-
by została powołana na świadka.
Bruno Welz zmarł nagle 21 listo-
pada 1980 r. w wieku zaledwie 61 lat.
– To było krótko po wizycie
w Watykanie. Okazało się, że jego
konta zostały wcześniej ogołocone.
Rodzina zrywała nawet podłogi, bez-
skutecznie szukając pieniędzy – wspo-
mina emerytowany dziennikarz lo-
kalnej gazety.
Dzięki zdobytej wcześniej reno-
mie firma Welza nie upadła, a dal-
szym prowadzeniem interesu zajęły
się jego dzieci:
Andreas
i
Beatrix
.
Warto jeszcze odnotować fakt,
że Schwäbisch Gmünd ma jakąś prze-
dziwną magię. Akurat tam w latach
80. przyjechała z Polski i osiedliła
się na stałe bratanica papieskiego se-
kretarza
Stanisława Dziwisza
...
Przed sklepem jubilera
Oryginalny „symbol” złożył więc
w kurialnym skarbczyku, a do nor-
malnej roboty zakładał wierną kopię
pierścienia – prezent od
Brunona
Welza
– niemieckiego handlarza zło-
tem i brylantami, mieszkającego
w miasteczku Schwäbisch Gmünd nie-
opodal Stuttgartu. Już jako
Jan Pa-
weł II
przyjął Welza w 1980 r. na pry-
watnej audiencji, podczas której ju-
biler ofiarował papieżowi Polakowi
niemal kilogramowy złoty krzyż.
W trakcie rzeczonej audiencji
obaj panowie długo i serdecznie ze
sobą rozmawiali. Nie potrzebowali
tłumacza, bowiem Welz doskonale
władał ojczystym językiem Wojtyły.
Skąd ta umiejętność?
Okazuje się, że ów całkiem nie-
znany w naszym kraju sponsor pa-
pieża urodził się i przez wiele lat
mieszkał w Osiecznej (kiedyś Storch-
nest), odbitej 11 stycznia 1919 r.
z rąk niemieckich przez powstańców
przerobu złota.
Nie chcemy się na-
wet domyślać, skąd miał zapas
kruszcu
, w każdym razie stał się
wkrótce szanowanym obywatelem
hojnie wspierającym finansowo hie-
rarchów z diecezji Rottenburg-Stut-
tgart, obejmującej terytorialnym za-
sięgiem Schwäbisch Gmünd.
Metropolita krakowski bardzo
często bawił w tamtych stronach, od-
wiedzając m.in. ks.
Waltera Kaspe-
ra
, którego jako JPII podniósł póź-
niej do godności
ordynariusza diece-
zji Rottenburg-
-Stuttgart, a na-
stępnie do godno-
ści kardynała.

Wojtyła co
najmniej trzy-
krotnie gościł też
w domu Welza.
Tyle razy widzia-
łam go na własne
Roześmiały się, że przyjechały do
„wujka Welza”. Mimo towarzystwa
żony potrafił nawet zabierać je ze
sobą na wakacje. Bliskimi komplet-
nie się nie przejmował. Właśnie od
żony Brunona dowiedziałam się, że
Wojtyła kilkakrotnie składał mu po-
tajemne wizyty – potwierdza
Maria
K.
, niegdyś bliska znajoma Welza.
Gisela J. ocenia, że jej partner
w interesach dysponował majątkiem
wartym ok. 5 milionów dolarów.
z bardzo ważnym politykiem, które-
mu ofiarował jacht za 250 tys. ma-
rek. Ściągał z Polski całe ciężarów-
ki zabytków i zakładał konta w ban-
kach biskupom oraz współpracują-
cym z nim urzędnikom – wspomina
Gisela J., autoryzując te słowa pi-
semnym oświadczeniem dla „FiM”.
Jolanta Z.
wyemigrowała z Pol-
ski do Niemiec latem 1970 r. Zamiesz-
kała w Schwäbisch Gmünd i po kilku
tygodniach osobiście poznała Welza.
Z folderu reklamowego firmy:
biskupa... W końcu przyparty do mu-
ru ksiądz desperat sięgnął po nóż i napadł
na bank.
Jego przełożonym nic za bezwstydne
kłamstwa nie grozi...
– Pan Norbert już od kilku miesięcy nie
jest księdzem – przekonywał nazajutrz po na-
padzie na bank ks.
Dariusz Jaślarz
, rzecz-
nik ordynariusza koszalińsko-kołobrzeskiego
biskupa
Edwarda Dajczaka
.
Tłumaczył, że w czerwcu „pan Norbert”
otrzymał dekret o przeniesieniu go z Biało-
stosuje się nigdy nawet kary suspensy, czyli
zawieszenia w czynnościach kapłańskich lub
bezwzględnego zakazu ich wykonywania. Tym-
czasem wiem ponad wszelką wątpliwość, że
do momentu ujawnienia faktu zrabowa-
nia pieniędzy z banku biskup Dajczak
nie podpisał żadnego dekretu o ukaraniu
księdza J.
– podkreśla nasz człowiek z kurii
biskupiej w Koszalinie.
w tym czasie zaliczyć trzy parafie. Był już
w Koszalinie, Starej Łubiance i Białogardzie,
a Czarne miało być jego czwartą placówką.
Wciąż komuś uciekał.
Pozaciągał ogrom-
ne długi u księży i wiernych. Praktycz-
nie nie do spłaty
. Początkowo podejrzewa-
liśmy, że uprawia hazard. Kiedyś pękł. Zwie-
rzył mi się, że popełnił w przeszłości coś
okropnego i płaci, bo jest szantażowany przez
jakichś mafiosów. Nie sądzę, żeby chodziło
tylko o dziecko i kobietę, bo przecież w po-
dobnych związkach funkcjonuje tak wielu
księży, że kuria musi przymykać na nie oko
– tłumaczy duchowny.
Czy biskup wiedział o problemach swo-
jego podwładnego?
– W kurii mówiło się o nim, ale kogo tam
obchodzi człowiek... Liczy się tylko kasa,
a ks. Norbert był już na celowniku, bo nie
płacił ustalonego przez biskupa haraczu od
wszelkich dochodów. Szarpali go więc o pie-
niądze przestępcy oraz przełożeni. Dobrze
znam jego konstrukcję psychiczną i jestem
przekonany, że ten napad na bank był ko-
lejną ucieczką. Tym razem do więzienia. Wca-
le nie będę zdziwiony jeśli powiesi się na kra-
cie, ale mam nadzieję, że Pan Bóg dokład-
nie za to wówczas rozliczy wszystkich
sk...ńskich szantażystów, nie bacząc na to,
że niektórzy nosili sutanny – mówi wzburzo-
ny kapłan.
W poniedziałek 21 września ok. godz. 14
do siedziby agencji banku PKO na rynku
w Szamotułach (woj. wielkopolskie) wszedł
38-letni ksiądz
Norbert J.
z diecezji kosza-
lińsko-kołobrzeskiej. Był ubrany w krótkie let-
nie spodenki i nie miał na twarzy nic, co ma-
skowałoby wygląd. Zażądał od kasjerki pienię-
dzy. Gdy odmówiła, wyciągnął z kieszeni nóż.
Sterroryzowana kobieta wydała mu plik bank-
notów. Prawie 6 tys. zł. Po kwadransie poli-
cja zablokowała drogi wylotowe z miasta. Męż-
czyznę odpowiadającego rysopisowi bandyty
zauważono na przystanku autobusowym w miej-
scowości Gałowo, niespełna 4 km od miejsca
napadu. Był już przebrany w garnitur, ale fi-
zjonomia się zgadzała. Podczas legitymowania
przekonywał funkcjonariuszy, że musieli go
z kimś pomylić, bowiem jest księdzem z Bia-
łogardu i ma na to papiery. Kazali mu wy-
wrócić kieszenie i wszystko stało się jasne. Tro-
chę tego było dużo – nawet jak na księdza.
Zrabowane pieniądze w całości odzyska-
no, a ks. Norbert przyznał się do winy, cze-
go oczywiście nie można traktować jako oko-
liczność łagodzącą wobec przygniatających
dowodów. Decyzją sądu został tymczasowo
aresztowany na 2 miesiące, grozi mu kara od
3 do 15 lat więzienia.
Zaginiony w akcji
gardu do parafii Wniebowzięcia Najświętszej
Maryi Panny w Czarnem, gdzie miał stawić
się z dniem 27 sierpnia. Polecenia nie wyko-
nał, więc biskup uznał, że sam zrezygnował z
kapłaństwa, zaś formalnego zawiadomienia o
wykluczeniu z szeregów delikwentowi jeszcze
nie doręczono, bowiem mimo licznych prób
nie udało się nawiązać z nim kontaktu.
– Jaślarz kłamie. Ksiądz J. nie złożył żad-
nej formalnej rezygnacji, a wydalenie ze sta-
nu duchownego (nie mylić z pozbawieniem
święceń) jest karą ekspiacyjną, którą może wy-
mierzyć tylko trybunał składający się z trzech
sędziów, tylko w przypadku szczególnie cięż-
kich przestępstw określonych w kodeksie ka-
nonicznym i wedle ściśle opisanych tam pro-
cedur. W praktyce wobec „spóźnialskiego” nie
Prokuratura nie ujawnia żadnych szcze-
gółów dotyczących motywów, które popchnę-
ły wielebnego do napadu, zaś w enigmatycz-
nych wypowiedziach śledczych pojawia się je-
dynie hasło, że „potrzebował pieniędzy”. Skąd-
inąd wiadomo, że ks. Norbert od kilku mie-
sięcy mieszkał wraz z kobietą oraz ich dziec-
kiem w Poznaniu i pracował w jednym z miej-
scowych supermarketów. Z pewnością nie
miał kokosów, ale czyż to wyjaśnia motywy
groteskowego w gruncie rzeczy napadu?
Dopiero pewien koszaliński proboszcz
otworzył nam oczy:
– To był niegłupi człowiek. Przed wstą-
pieniem do seminarium studiował na świec-
kiej uczelni filologię polską, dlatego ma
za sobą tylko pięć lat kapłaństwa. Zdążył
B
yły esesman zacierał po
H
aracz dla szantażystów, haracz dla
4
Z NOTATNIKA HERETYKA
Nr 40 (500)
2 – 8 X 2009 r.
POLKA POTRAFI
Igraszki z diabłem
Prowincjałki
Rumin pod Koninem to chyba najbardziej
zakręcona wieś w Polsce. Tutejsi miesz-
kańcy wpadli swego czasu na pomysł, aby zaoferować królowej popu hono-
rowe obywatelstwo. Artystka jakoś się do zaszczytnego tytułu nie zapaliła,
ale to nie gasi zapału ruminian. Teraz mają nowy pomysł. Chcą jej wysłać
plony z obiecanego ara ziemi. Dostanie więc Madonna zboże, chleb i placek
drożdżowy, zaś na Boże Narodzenie życzenia i przepis na zupę śledziową.
Światły Kościół, producent cu-
downych źródełek i obrazów ła-
skami słynących, niezmordowa-
nie walczy z „pogaństwem”.
Wróżbiarstwo, przez kler wyklę-
te i uznane za wynalazek szatana, ma
się całkiem dobrze. Tak zwana wróż-
ka to od kilku lat oficjalna profesja,
odnotowana przez Ministerstwo Pra-
cy i – to już nieoficjalnie – poważna
konkurencja dla sutannowych.
Wiara w to, że istnieją ludzie ma-
jący dostęp do wiedzy tajemnej, jest
powszechna i niezmienna. I niezmien-
nie można na niej zarobić. Jeśli lud,
spragniony kontaktu z czymś „nie
z tego świata”, nie pójdzie do księ-
dza, pójdzie do wróżki. Z praktyczne-
go punktu widzenia, różnica między
klechą a taką wieszczką nie jest spe-
cjalnie przepastna: należy opchnąć to-
war, w tym przypadku metafizyczny;
robią to odpowiednio przeszkolone
osoby, które na dodatek nie biorą od-
powiedzialności za efekt końcowy. Ina-
czej wyglądają, inaczej gadają, ale cho-
dzi o to samo. O kasę.
Kościół zawzięcie walczy nawet
z niewinnym, wydawałoby się, za-
interesowaniem magią. Wystarczy
wspomnieć o przeklętym po stokroć
Harrym Potterze czy zekranizowa-
nej niedawno powieści „Zmierzch”
(bajkowa opowieść o nastolatce i przy-
stojnym wampirze, która – zdaniem
kościelnych uczonych – niebezpiecz-
nie rozbudza dziewczęcą wyobraźnię).
Potwierdzeniem owych rewela-
cji ma być zamieszczone w katolic-
kiej prasie („Miłujcie się” 4/2009)
świadectwo młodej wróżki.
Ania
, tak
ma na imię nieszczęsna „opętana”,
wróżyła z kart tarota. Przyłazili do
niej bliżsi i dalsi znajomi, a ona pro-
rokowała. Na początku nic
nadzwyczajnego się
nie działo,
„chodziła
nawet do kościoła jak większość lu-
dzi”.
Kiedy zrezygnowała z nabo-
żeństw, rodzice za karę zabrali kar-
ty i... zaczęło się! Zły upomniał się
o nią.
„Gdy próbowałam zasnąć, to
duże czarne robaki chodziły mi po
pościeli, a światło zapalało się sa-
mo. Czasami w pokoju słyszałam zło-
wrogie warczenie psa. Często, idąc do
domu, spotykałam dziwne osoby, ja-
kichś szaleńców z obłędem w oczach”
– wspomina była tarocistka.
Kiedy była na tyle silna, żeby
„uro-
czyście wyrzec się nieprawości”
, przy-
szedł sam pan diabeł!
„Ohydna po-
stać podobna do wilkołaka, tyle że
nieporównywalnie brzydsza i realna”
,
którą Ania przepędziła, recytując
„Zdrowaś Mario”. Albowiem – co
warte zapamiętania! –
„złe duchy re-
agują na Maryję jak szczury na wi-
dok ognia w ciemnej piwnicy”
...
Udało się!
Po przygodzie z tajem-
niczymi mocami nasza bo-
haterka doszła do siebie
podczas szeregu wizyt u...
katolickiego egzorcysty.
19-latek z Pabianic przez najbliższe 3 lata
może oglądać świat w kratę. A to za spra-
wą rodzonej 83-letniej babci, która na komisariat przyniosła reklamówkę
z marihuaną. Staruszce zachowanie wnuczka wydawało się podejrzane,
a szukając przyczyny, natrafiła na nieznane sobie zielsko, które chłopak
suszył w altance. Z kolei w okolicach Zduńskiej Woli wpadli plantatorzy
wartych 5 milionów złotych konopi indyjskich. Krzaki dojrzewały spokojnie
między innymi w starych wagonach kolejowych.
Do szpitala w Ostrołęce przywieziono 24-
-latka z raną postrzałową prącia. Okazało
się, że postrzelił go rodzony ojciec, kiedy po pijaku sprawdzał działanie swo-
jego karabinka pneumatycznego kaliber 4,5 mm.
Trzech nastolatków z Katowic zarabiało wy-
muszaniem okupów od młodszych kole-
gów. Wpadli po tym, jak za zwrot piłki do gry zażądali 30 złotych. Dwaj in-
ni młodzieńcy, mieszkańcy Bytomia, trenowali celność, rzucając kamienia-
mi w przejeżdżające pod wiaduktem samochody. Udało im się stłuc przed-
nią szybę w oplu. Do tragedii nie doszło wyłącznie dzięki opanowaniu kie-
rowcy. Młodocianymi miotaczami zajmie się sąd rodzinny.
Kolekcjonerzy złomu sparaliżowali prace re-
montowe na jednym z bytomskich skrzy-
żowań. Przedsiębiorczy panowie, korzystając z przerwy obiadowej robotni-
ków, ukradli... 200-kilogramową spryskiwarkę do malowania pasów. Z ko-
lei w okolicach Wodzisławia Śląskiego po drodze serwisowej budowanego
odcinka autostrady A1 pomykał 55-letni operator koparki. Animuszu doda-
wało mu 2,5 promila alkoholu.
nieniem obraża uczucia religijne całego świata.
Czechy, bo o nich mowa, są prawdopodobnie jedy-
nym krajem świata, w którym aż 2/3 mieszkańców na-
wet formalnie nie należy do żadnego Kościoła ani re-
ligii. Podobnie zeświecczone są wprawdzie kraje skan-
dynawskie i Anglia, ale tam jednak większość mieszkań-
ców teoretycznie należy do Kościoła państwowego. Cze-
chy – z odsetkiem ateistów przekraczającym znacząco
50 procent – są także jednym
z najbardziej zlaicyzowanych
społeczeństw na kuli ziemskiej.
Jednak nawet te liczby nie
oddają do końca głębi zeświec-
czenia naszych południowych
sąsiadów. Z 1/3 społeczeństwa,
która formalnie jest jeszcze katolicka, husycka lub
protestancka (odsetek ten kurczy się z roku na rok)
prawie nikt nie praktykuje. Wśród katolików chodzi
co niedziela do kościoła ledwie jeden na dwudziestu,
a wśród protestantów – nawet jeden na stu (!) wier-
nych. Na zachodzie Czech bywa, że jeden, i to na ogół
bardzo stary ksiądz, obsługuje 10 parafii, a na mszę
niedzielną przychodzi... 5 osób. To już nie jest począ-
tek końca Kościoła, to już są właściwie jego ostatnie
tchnienia. Gdyby nie pomoc finansowa państwa, głów-
nie na remonty i utrzymanie budynków, to struktury
kościelne dawno by zbankrutowały.
Czeski fenomen ogólnonarodowej obojętności re-
ligijnej ma długą historię i nie wynika przede wszyst-
kim, jak chce część polskich komentatorów, z komu-
nistycznych represji. Dla przeciętnego Czecha, nawet
ochrzczonego, katolicyzm to obcy cierń w ciele naro-
du, religia habsburskich okupantów i papieży czyhają-
cych na czeską wolność. Czesi trzykrotnie byli na ka-
tolicyzm nawracani siłą (Polacy tylko raz) i trudno się
dziwić, że symbolicznym aktem zrzucenia katolicko-au-
striackiego jarzma było zburzenie w 1918 roku kolum-
ny z Matką Boską na praskim rynku.
Istnienie takiego społeczeństwa w samym środku Eu-
ropy musi irytować i złościć wszystkich dewotów świata.
Czeski laicyzm i zatwardziała, pełna ironii obojętność
wobec misjonarzy różnych wyznań obalają podstawo-
wy mit, z którego żyją wszystkie Kościoły świata. Ten
mianowicie, że wiara religijna jest naturalną potrzebą
większości ludzi, że jest niemal wszystkim niezbędna
jak powietrze. Okazuje się, że owszem, wiara jest po-
trzebna, ale tylko tam, gdzie jest rodzinna i państwo-
wa presja na jej trwanie. Gdy jej zabraknie, rzekoma
„naturalna potrzeba wiary” rozpływa się we mgle.
Czesi słyną z dystansu do
wszystkiego, w tym do siebie
samych, ze świetnego poczu-
cia humoru skorego do kpiny
z wszelkiego zadęcia, sztucz-
ności i głupoty. Nie wygląda-
ją na ludzi żyjących w rozpa-
czy z powodu braku religijnego sensu życia. Mają się
dobrze, myślą trzeźwo i są chętni do zabawy. Mimo flir-
tu wielu ich polityków z prawicowością (taczerysta
Vac-
lav Klaus
) potrafili zbudować jedno z najbardziej ega-
litarnych społeczeństw na świecie, porównywalne ze
skandynawskimi, o bardzo niewielkim odsetku ludzi ży-
jących w biedzie.
Czeski fenomen pozostaje zagadką i obrazą dla re-
ligijnych aktywistów. Taki kraj nie powinien przecież ist-
nieć, a jeśli już istnieje, to jego mieszkańcy powinni ta-
rzać się we wzajemnej nienawiści, przestępczości i bez-
dennym smutku – wszak to kraina bezbożników. Czesi
śmieją się z tego i za nic mają m.in. polskie połajanki.
Tamtejszą telewizję podczas wizyty papieża najbardziej
zaintrygował pająk spacerujący po Benedykcie XVI.
Robiono nawet specjalne zbliżenia kamerą. Myślę, że ten
pająk ma wymiar symboliczny. Wszak pajęczyny tkane są
tam, gdzie nie ma ruchu, gdzie jest mało życia, gdzieś
na strychach i w graciarniach. Katolicyzm jest właśnie
taką umysłową graciarnią, mającą już tylko pozór życia,
pełną bezużytecznych, skompromitowanych idei i starych
trucheł przerobionych na zaśniedziałe relikwie. Dobrą
dla pająków może, ale nie dla ludzi. I mądrzy Czesi od
dawna już o tym wiedzą.
5 lat więzienia grozi 22-letniemu mieszkań-
cowi Sławna za kradzież motocykla. Przed
karzącą ręką sprawiedliwości schował się w kominie, ale i tam wytropili go
policjanci.
Opracowała WZ
RZECZY POSPOLITE
MYŚLI NIEDOKOŃCZONE
Obraza czeska
Gdyby nie pielgrzymi z Polski, przejazdu papieża ulicami Pragi nikt by nie
zauważył.
(Korespondent „Wiadomości” TVP)
¹¹¹
Mogę mówić, że kradzież jest złodziejstwem, ale nie mogę kogoś, kto mi ukradł
portfel, nazwać złodziejem. To kolejny etap ograniczania wolności słowa wy-
mierzony w katolików. Jestem zbulwersowany i zaskoczony tym wyrokiem.
(Jarosław Gowin, poseł PO, nt. wyroku w sprawie Alicji Tysiąc)
¹¹¹
Na ławie oskarżonych katowickiego sądu stanął tak naprawdę nie pojedyn-
czy kapłan, ale polski Kościół.
(„Nasz Dziennik” 226/2009)
¹¹¹
Czuję się przyjacielem pana Romana Polańskiego. Nie ma świętych krów.
Jednak wobec Romana Polańskiego oczekuję takiego oto postępowania:
wyjaśnić, osądzić, ułaskawić.
(Lech Wałęsa)
¹¹¹
W przyszłym roku mamy 600 rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Najwyższe
władze państwowe będą świętować ją dwa dni przed obscenicznym prze-
marszem. Przed wiekami do Polski ściągał inny typ ludzi – europejskie ry-
cerstwo. Ze względu na pamięć poległych niedopuszczalnym jest, by 600 lat
później Warszawę czekał najazd gejów i lesbijek.
(Marian Brudziński, radny woj. mazowieckiego, o planowanym
w 2010 roku międzynarodowym marszu gejów i lesbijek w Polsce)
¹¹¹
Nie lubię feministek, bo one nie lubią kobiet. Feministki to kobiety niespeł-
nione w normalnych rolach.
(Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich)
Wybrali: JC, PPr, OH, MarS
MADONNA RUMIŃSKA
UMIŁOWANIE MARYŚKI
NA CH... MU KARABIN
MAM TALENT
POLSKIE DROGI
J
est taki kraj w Europie, który samym swoim ist-
ŚWIĘTY MIKOŁAJ
Nr 40 (500)
2 – 8 X 2009 r.
NA KLĘCZKACH
5
MISJA PIENIĄDZA
VIVA ESPAÑA!
w akcie eutanazji nie może uczest-
niczyć osoba, która pomaga samo-
bójcy motywowana zyskiem. Nie
wolno też pomagać osobom niepeł-
noletnim lub chorym psychicznie.
Wola pożegnania się z życiem mu-
si być też wyrażona w sposób zde-
cydowany i bez nacisków z ze-
wnątrz. Nowe prawo rozwścieczy-
ło większość środowisk religijnych,
których większość odmawia ludziom
prawa do dobrowolnego odejścia.
Bezduszne, kościelne prawo pro-
wadzi w konsekwencji do podejmo-
wania przez desperatów drastycz-
nych i upokarzających kroków al-
bo do mnożenia cierpień i zamie-
niania w koszmar i tak niełatwych
ostatnich chwil życia ludzi nieule-
czalnie chorych.
We wrześniu biskup z RPA
Sta-
nisław Dziuba
odwiedził klaszto-
ry paulińskie w Stanach. Głosił ka-
zania, opowiadał o misjach i – co
najważniejsze – zbierał pieniądze
dla swoich owieczek. W tym sa-
mym czasie biznesmen i generał
paulinów ojciec
Izydor Matuszew-
ski
wizytował konwenty zakonne
w Kamerunie. Te dwa pozornie
niezwiązane ze sobą wydarzenia
odkrywają świętą prawdę o dzia-
łalności misyjnej Kościoła. Auto-
chtonów z Czarnego Lądu nie po-
ciąga ewangelia, ale pieniądze, ja-
kie pompują w nich europejscy
duszpasterze. Kasa idzie tam
ogromna, bo i konkurencja do „rzą-
du dusz” jest niemała. Historia Ko-
ścioła podpowiada, że pieniądze
dla Afrykanów nie są żadną jał-
mużną, ale wyrachowaną, długo-
terminową inwestycją.
o.P.
klucz i zaczął rysować nim po za-
parkowanym przed drzwiami samo-
chodzie kobiety. Sprawa trafiła na
policję.
jezuici zalecają wszystkim katolicz-
kom oczekującym szczęśliwego roz-
wiązania.
AK
Rząd socjalistyczny w katolickiej
do niedawna Hiszpanii zatwierdził
projekt nowych regulacji, które zna-
cząco zliberalizują ustawę aborcyj-
ną. W obecnej formie jest ona tyl-
ko nieco mniej konserwatywna niż
w Polsce. Nowe prawo umożliwi
m.in. kobietom od 16 roku życia do-
konanie zabiegu bez zgody i wie-
dzy rodziców. Parlament zajmie się
ustawą w październiku. Biskupi już
zapowiedzieli antyrządową mobili-
zację katolików. W Katalonii tym-
czasem regionalny parlament roz-
patrywał uchwałę potępiającą
Be-
nedykta XVI
za sprzeciw wobec
używania kondomów (podobną
uchwałę przyjął wiosną parlament
Belgii). Niestety, dokument nie zo-
stał w końcu zatwierdzony przez
większość deputowanych.
MaK
PPr
CHORZY DOKTORZY
KORONKOWE
MODŁY
Ojcowie benedyktyni wyleczą
naród z depresji! Dla tych, którzy
wstydzą się iść do psychiatry, w kra-
kowskim klasztorze organizowane
są 3-dniowe warsztaty antydepre-
syjne. Ojciec
Jan Konobrodzki
opowiada na nich, jak z depresją
radziły sobie postaci z Biblii. Taki
Mojżesz na przykład – kilkadzie-
siąt lat maszerował przez pustynię
i nie zwariował.
Pismo Święte na depresję? Wy-
śmienity pomysł! Nic tak nie po-
prawi humoru jak 3 doby słucha-
nia ponurych opowieści o morder-
stwach, gwałtach i ofiarach z lu-
dzi. Koszt duchowej hospitalizacji
– jedyne 340 zł.
MaK
PRZEWIDZIAŁ
ŻYĆ, NIE UMIERAĆ
We wrześniu w Neapolu w trzech
miejscach zapadła się ziemia, two-
rząc głębokie kratery. Jeden z nich
powstał w środku katolickiego
kościoła San Carlo alle Mortelle.
W całej dzielnicy wybuchła pani-
ka. I nic dziwnego, zwłaszcza że
proboszcz na ostatniej mszy wo-
łał: „Niech was, grzesznicy, ziemia
pochłonie!”.
ŚLEDZTWO
W SPRAWIE CUDU
JC
Kościół katolicki rusza na woj-
nę – oto politykom opowiadającym
się za prawem kobiet do przerywa-
nia ciąży chce nie tylko zakazać przyj-
mowania komunii, ale odmawia im
też
prawa do katolickiego pochów-
ku
, nawet jeśli są wierzący i prakty-
kujący. Takie deklaracje ogłosił abp
Raymond L. Burke
– prefekt sy-
gnatury watykańskiej w Waszyngto-
nie. Ale to nie wszystko – ten kato-
licki hierarcha zaznaczył również, że
komunii nie można udzielać także
politykom wspierającym małżeństwa
homoseksualne.
Powołana przez kurię w Białym-
stoku speckomisja od pół roku pro-
wadzi ściśle tajne śledztwo w celu
ustalenia, czy w kościele św. Anto-
niego w Sokółce doszło do cudu.
Kuria przesłuchuje świadków
i zamawia ekspertyzy lekarskie, by
jednoznacznie ustalić, czy ów „cud”
zdarzył się z pomocą Bożą, czy też
sfabrykowano go z pomocą ludz-
ką. A wszystko przez księdza fajt-
łapę, który pod koniec ubiegłego
roku, udzielając komunii, upuścił
konsekrowaną hostię. Po zdarze-
niu pechowy opłatek w celu roz-
puszczenia umieszczono w naczy-
niu z wodą. Po kilku dniach ciecz
w naczyniu przybrała rzekomo ko-
lor czerwonawy. Zawartość naczy-
nia wylano następnie na śnieżno-
biały obrus, uzyskawszy po wy-
schnięciu coś na kształt skrzepu.
Fragmenty „tego czegoś” oddano
do zbadania dwóm „niezależnym”
medykom, którzy ustalili, że jest
to... – proszę się nie śmiać! – frag-
ment ludzkiego mięśnia sercowe-
go znajdującego się w stanie ago-
nalnym...
Fot. MaHus
CUDOWNE
NIEZGWAŁCENIE
Zespół Iskra działający przy ko-
ściele oo. Jezuitów w Łodzi posta-
wił sobie za punkt honoru zmienia-
nie oblicza ziemi. Tej ziemi. Rok
temu na ponad stu łódzkich skrzy-
żowaniach grupy katolickich wier-
nych modliły się o nawrócenie dla
łodzian. 28 września br. – w pierw-
szą rocznicę beatyfikacji ks.
Mi-
chała Sopoćki
, spowiednika św.
s.
Faustyny Kowalskiej
– koronką
do Miłosierdzia Bożego rozbrzmie-
wały skrzyżowania m.in. w Łodzi
(na zdjęciu „obmodlanie” pomni-
ka... Kościuszki), Warszawie, Szcze-
cinie, Wrocławiu i Piotrkowie Try-
bunalskim. Podobno nawet w Mia-
mi, Mińsku i Hamburgu. A my bła-
gamy: ludzie, miejcie miłosierdzie
dla nas i całego świata!
WZ
W najnowszym numerze dwu-
miesięcznika „Jasna Góra” (5/2009)
redakcja częstuje swoich nielicz-
nych czytelników kolejnymi daw-
kami cudów zdziałanych rzekomo
za wstawiennictwem Maryi Czę-
stochowskiej. Jeden z nich – zgło-
szony w 2006 roku przez miesz-
kankę Łodzi, panią
Czesławę M.
– to
„ocalenie przed zgwałceniem
przez żołnierza radzieckiego. Kie-
dy podchodził do niej, ona na ca-
ły głos krzyknęła: – Matko Boża,
ratuj mnie! I bolszewik odszedł”
.
Niestety, zakonni dziennikarze nie
umieścili w gazecie archiwalnego
zdjęcia pobożnej Czesi. A prze-
cież byłoby ono niezbitym dowo-
dem na to, czy brak gwałtu był
rzeczywiście cudem.
o.P.
MarS
ATEISTYCZNE
ŚWIĘTA
PPr
Nowa pozycja na światowym
rynku wydawniczym już wzbudza
święte oburzenie. W „Przewodni-
ku Ateisty po Bożym Narodzeniu”
autorzy (m.in.
Richard Dawkins
)
zastanawiają się nad tym, czy gdy-
by Bóg istniał, byłby obdarzony po-
czuciem humoru. W innym miej-
scu doradzają ironicznie, jak ustro-
ić swoją posiadłość, żeby ją było wi-
dać z kosmosu. Książka, dostępna
na rynku od piątku, zajmuje już 40.
miejsce na liście bestsellerów pu-
blikowanej przez Amazon.com. Ko-
lejny sukces po „Bogu urojonym”?
PPr
DUCHOWO
BEZDUSZNE
Prawo w Anglii i Walii wzboga-
ciło się o przepis, który znosi kara-
nie za pomoc udzieloną przy euta-
nazji. Do tej pory za asystowanie
i wszelką pomoc przy dobrowolnym
zgonie bliskiej osoby można było
trafić na 14 lat do więzienia. No-
we przepisy określają dokładnie, że
WODA
ZNIECZULAJĄCA
DZIECI DLA GEJÓW
Przepisy mówiące, że partnerzy
z gejowskiego lub lesbijskiego
związku uznawani są za pełnopraw-
nych rodziców, wchodzą w życie
w Szkocji od przyszłego tygodnia.
Od czterech lat pary, które żyją bez
ślubu, oraz pary homoseksualne
mają prawo adoptować dzieci
w Anglii i Walii, a teraz Szkocja
powiedziała „tak”. Swoje oburze-
nie wyraził
Peter Kearney
– rzecz-
nik szkockiego episkopatu Krk:
„Byłoby lepiej, gdyby rząd zachę-
cał małżeństwa heteroseksualne do
adopcji. Dzieci potrzebują bezpie-
czeństwa i stabilizacji, a związki cy-
wilne i relacje homoseksualne są
głęboko niestabilne”. Z sondażu
przeprowadzonego w lipcu przez
dziennik „Times” wynika, że 47 proc.
Brytyjczyków nie akceptuje adopcji
dzieci przez homoseksualistów, na-
tomiast 49 proc. jest „za”.
PPr
AK
Aby ulżyć w cierpieniach kobie-
tom rodzącym w XXI wieku pol-
scy jezuici postanowili na nowo roz-
powszechnić dawno zapomnianą
szesnastowieczną metodę i we
wszystkich swoich kościołach udo-
stępniają specjalnie dla ciężarnych
tzw. cudowną wodą św. Ignacego
Loyoli. Specyfik ten – rekomen-
dowany przez jezuitów jako nad-
zwyczaj skutecznie ułatwiający po-
rody i uśmierzający bóle – to zwy-
kła kranówka, w której księża co
roku 31 lipca, w dniu św. Loyoli
(założyciel Towarzystwa Jezusowe-
go), kąpią flakoniki z jego relikwia-
mi lub z braku takowych – meda-
liki z podobizną świętego, odma-
wiając przy tym stosowną modli-
twę. Jej picie, przemywanie nią twa-
rzy, zanurzanie palców w celu prze-
żegnania oraz kropienie się nią
TACZKI NA CITO!
Katechetka ze wsi P. (woj. ma-
zowieckie) jest w szoku po tym, jak
potraktował ją miejscowy ksiądz:
„Mówił, że się ku...ię i kazał mi
wyp...lać z kościoła!”. Mieszkańcy
P. bronią nauczycielki, twierdząc, że
jeśli ktoś powinien wyp...lać, to wła-
śnie ksiądz.
Dorota P.
znana jest
tu od lat i oprócz katechezy uczy
dzieci matematyki i plastyki. Ksiądz
Edward
często miewa złe dni, a wte-
dy strasznie przeklina i wyzywa.
Którejś wrześniowej nocy pija-
ny proboszcz przyszedł do domu
katechetki, ale ta nie chciała go
wpuścić. Pokręcił się trochę przed
budynkiem, a potem wziął do ręki
[ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • materaceopole.pev.pl






  • Formularz

    POst

    Post*

    **Add some explanations if needed